Popkultura 101

 Pewna mądrość ludowa głosi, że najlepiej zaczynać od początku. Później przyszli dekonstrukcjoniści i post-strukturaliści i stwierdzili, że od czegokolwiek możemy zacząć. Od środka, od końca, by później wszystko ułożyło się samo lub nie. (Dekonstrukcję zaproponowali Francuzi – tego nie należy rozumieć, należy czuć.)

Po tak pobieżnym wstępie doszliśmy do prawdziwego pytania: Co czyni fana popkultury prawdziwym? I jeszcze kilka innych ciekawych wątków.

Popkultura, to jeśli jeszcze ktoś nie wie, kultura popularna. Na drabinie, którą podają nam w liceum na lekcjach wiedzy o kulturze umieszcza się ją między kulturą masową a wysoką. Co ciekawe, nie pamiętam, abym w ogóle w szkole omawiała to zjawisko. Mieliśmy tylko za pewne, że kultura wysoka to ta jedyna dobra, prawdziwa i wyznaczająca twoje miejsce w społeczeństwie. Zaś, masowa była ta złą, rakiem na barkach społeczeństwa. Więc, jak zdefiniować kulturę popularną. Niby jest pośrodku. Jednak nadal traktuje się ją jak kulturę masową. To znaczy, jak zło konieczne, jak nielubianego wujka na przyjęciu rodzinnym. Jest, ale nie rozmawiajmy, bo nie wypada i wywołamy jeszcze kłótnie. A jak wiadomo podczas kłótni dowiadujemy się najwięcej, więc lepiej siedzieć cicho.

Ano, nie. Kulturze wysokiej i masowej poświęca się masę publikacji. Na to jak wzajemnie się napędzają, jak wzajemnie się antagonizują, z czego wypływają. Zaś samo, nie tyle pochodzenie, a dyskurs naukowy wobec kultury popularnej ledwie istnieje. Przynajmniej w naszym kraju.

Jak ugryźć i zrozumieć kulturę popularną

O ile kultura masowa jest prosta do zdefiniowana, bo istnieje od zawsze. Nie jak nas w liceum próbują oszukać, że to wymysł XIX wieku. Po prostu w XIX wieku pojawili się pierwsi filozofowie kultury, którzy jako tako zdefiniowali to zjawisko. Więc kultura popularna to chronologicznie dość młode zjawisko. Początki datuje się na lata 30., 50. lub przełomu 60. i 70. XX wieku. Notabene za przykład kultury popularnej można też uznać na przykład „Trylogię” Sienkiewicza, gdyż była wydawana w gazecie (szerokie spektrum odbiorców), a (treść przemilczymy) majstersztyk Sienkiewicza w operowaniu słowem i językiem ma wysoką wartość artystyczną, jak i historyczną. Chociażby użyte w reklamie Dosi „Ociec, prać?”, jak i moje ulubione „Bar wzięty” z Księżyca się nie wzięło. W ogóle ciekawa historia z tym Barem, bo po wydaniu ostatniego rozdziału pierwszego tomu „Ogniem i Mieczem” jeden z ówczesnych dziennikarzy (jak dorwę opracowanie to dopiszę nazwisko) spotkał na ulicy zapłakaną starszą kobietę, więc jegomość spytał się „Dlaczego pani płacze?”, na to ze szlochem mu odpowiedziała: „Bo Bar wzięty!” A my dziś dziwnie patrzymy na ludzi wpadających w histerię, bo ich ulubiony bohater umarł. To znaczy ja nie patrzę, bo jestem po tej stronie, która wpada w histerię, więc patrzę się tylko ze zrozumieniem i klepię po ramieniu.

Wróćmy jednak do lat kultury popularnej: lata trzydzieste to czas międzywojnia, prohibicji w USA, w Polsce czas budowania państwa i dorastanie pierwszych od 123 lat (!) dzieci urodzonych w państwie Polskim. Stąd chęć zerwania z tradycją i z ciążącym na rodzicach śladem po zniewoleniu. Jest to też czas, gdy docierają nowinki o dadaistach, futurystach, surrealizm. Warszawscy Skamandryci rozrzucają ulotki z manifestami. Sztuka ma być zdemokratyzowana. Czyli już wchodzimy na teren popkultury. Sztuka ma mieć jakiś estetyzm, ale ma być egalitarna, nie elitarna. I pierwszy zgrzyt: jak to? Poezja ma być wysoka! Pospólstwo nie rozumie poezji! Patetyzm! Polska Odrodzona! I najważniejsze: ARTYSTA NIE MOŻE ZARABIAĆ NA SWOJEJ SZTUCE, BO JEŚLI TO ROBI TO SIĘ SPRZEDAŁ I JUŻ NIE JEST ARTYSTĄ. Czy to nie brzmi znajomo? Nie, no serio, to brzmi znajomo. A jak z lekcji polskiego NIE WIEMY (dopiero studia odkrywają przed człowiekiem takie smaczki) to te poglądy miał dziś znany i lubiany Julian Tuwim, Jarosław Iwaszkiewicz, znane nazwiska prawda? Nie wiemy też, że panowie studenci mieli poważne problemy ze strony krytyki literackiej oraz swojej Alma Mater przez „Wiosnę” Tuwima. Że nie wypada. Ojej, co studenci sobą reprezentują. Że kto w poezji używa takiego języka. (ktoś zmarłby na zawał widząc chociażby wiersze Świetlickiego czy Zadury). Tak więc, Skamandryci radośnie sobie tworzyli aż do roku ’39.

Rozwijało się w tym czasie kino, muzyka – pierwsza diva polskiej sceny Hanka Ordonówna. Tak pokrótce, później przyszła wojna i nie było czasu na rozrywkę. Kina były kojarzone ze zdrajcami. Nic, dosłownie nic, przynajmniej w Europie, nie pomagało kulturze popularnej. Inaczej było w USA, pojawiły się komiksy. W trakcie wojny Superman spuszczał manto Hitlerowi

W trakcie wojny (lata 40.) pojawił się Kapitan Ameryka, który też z walczył z Trzecią Rzeszą, a konkretniej z odłamem Thule. Tu właściwie można by skończyć, ale podałam trzy daty, więc coś jest na rzeczy z granicami popkultury. (Tak samo jest z epokami, zawsze mamy umowne daty).

Lata pięćdziesiąte do końca lat osiemdziesiątych przyniosły światu powojenne żniwo. Świat podzielił się na demokratyczny i komunistyczny. Dwa zupełnie różne światy, których piętno widzimy do dziś. Czerwony sztandar chciał zmieść ten w paski i gwiazdy i odwrotnie. Więc pojawiły się dwie nawzajem zwalczające się frakcje. Kino USA, komiksy i tym podobne wołały: jak zobaczysz Sowieckiego szpiega, daj znać CIA, Guantanamo lub wyrok śmierci gwarantowane! Druga strona zaś krzyczała: Zachód to zło! Amerykański oprawca sabotuje społeczeństwo Obywateli Towarzyszy i Towarzyszek! Jako, że Polska ma to szczęście być Chrystusem Narodów, murem pomiędzy X a Y, możecie zobaczyć w jakiej schizofrenicznej sytuacji się znajdowaliśmy. Z jednej strony komunizm z drugiej kapitalizm, a my w tym czasie mamy adaptacje Sienkiewicza i czujemy ducha Polski Szlacheckiej. Mamy też genialnych Samych Swoich, więc chciałoby się do Stanów.(oczywiście pomijam polityczne zawiłości, patrzę na to tylko przez pryzmat kina). Mieliśmy też nieco pomijany, ale jak ważny Popiół i Diament, gdzie Maciek i Ta Barmanka Której Imienia Nie Pamiętam tańczą wśród ruin Łodzi. W tym obrazie też pojawił się dygnitarz, którego syn walczył z nową władzą, świat się kończył i zaczynał, a towarzystwo tańczyło w zrujnowanym mieście. Obraz straszny i smutny, ale znakomicie pokazywał podstawowy problem Centralnej Europy, jak żyć, jak się odnaleźć, co zrobić z powagą miejsca, które zostało zrujnowane. Ludzie, którzy mogliby odbudować kulturę emigrują do Ameryki. Z drugiej strony, Partia robi naprawdę wiele, aby artyści tworzyli w służbie narodu. I jest trochę dziwnie, bo artysta myśli za siebie i tworzy, ale mamy cenzurę. Kultura popularna się rozwija, szlagiery nucimy do dziś, czytamy komiksy, oglądamy streszczenia lektur filmy. Jednak jeśli popatrzymy na daty, to ta kultura popularna, którą znamy, lubimy i doceniamy powstaje ze zlepku wydarzeń do lat 70.

Tu będziemy patrzeć głównie z perspektywy Zachodu. Rok ’61 to te rok, gdy Eisenhower opuszcza stołek prezydencki na rzecz JFK. W trakcie wojen indochińskich, dodajmy. Zmiana sternika podczas konfliktu mocarstw zawsze wróży zmianę. No i stało się, Kennedy powołał pobór do wojska tysiące młodych chłopców do walki w Wietnamie. No i stało się raz jeszcze, po wojnie koreańskiej młodzi powiedzieli: dość. Nie chcieli walczyć za wpływy polityczne swojego kraju. Chcieli pokoju, nie kolejnej wojny. Chcieli pokojowego rozwiązywania konfliktu, a najlepiej jego braku. Innymi słowy rozpoczęła się rewolucja dzieci kwiatów. Z tym w San Francisco stało się stolica pokoju. W międzyczasie w roku 1963 w Baltimore pewien Jacques Derrida przedstawił dekonstrukcję i dokonała się rewolucja w postrzeganiu rzeczywistości i humanistyki. Wraz z hipisami walczyły feministki, walczyli wszyscy o swoje prawa. (W Polsce hipisów kojarzymy z rozpuszczonymi bachorami, co to się nie znają na świecie.) W tym wszystkim trzeba było jakoś przekazać swoje myśli i poglądy. Tu pojawiły się komiksy. Dodajmy, że w tym czasie, aby wydać komiks należało stosować się do zasad Kodeksu Komiksu z 1954, a że buntownicy mieli w nosie głaskanie Ameryki i cenzor by tego nie przepuścił, powstawały komiksy undergroundowe. Tak też przedstawiano tam Amerykę w karykaturze, walczono z rasizmem, hipokryzją władzy. Ale obok rewolucjonistów byli hipisi. NO WŁAŚNIE. I to im zawdzięczamy to co obserwujemy dziś. Nie mówię o internecie to było dekadę później. Ale o muzyce, modzie, dostosowaniu mediów, uznania młodzieży za klienta. Jak to pewien milczący kabaret zawodził „Nasz klient, nasz pan.” No i w ten piękny sposób kultura popularna rosła sobie w siłę. Szła przez różne dziwne fazy. Mało kto rozmawia o modzie lat 80. Jednak co było przez te wszystkie czasy najważniejsze i pozostało?

Śmieszna sprawa, ale – tu napiszę krótko o tej śmiesznej sprawie, bo z tego można mieć nowy wpis – dzięki hipisom mamy utrwalony kulturowo kult jednostki z jednoczesnym kultem bycia zaakceptowanym przez społeczeństwo. Innymi słowy wymaga się od nas bycie oryginalnym, ale każdy ma być oryginalny. Genialne, prawda? Zapytacie dlaczego twierdzę, że to śmieszna sprawa. Popatrzcie na swojego kolegę hipstera, biedaczek robi wszystko, by być jak kolorowy ptak na tle szaraczków, tylko zapomniał, że inni ludzie robią dokładnie to samo tylko na swój indywidualny sposób.

Niniejszym moja teza jest następująca: pojawienie się komiksu jako medium możemy uznać za początek kultury popularnej. Bo komiks jest kwintesencją artysty popularnego: tworzy sztukę dla szerokiego odbiorcy, tworzenie to jego praca, sztuka nie wymaga głębokiej interpretacji, chociaż można to robić; no i najważniejsze: połączył dwa zmysły odbierania: czytanie i patrzenie, u małych dzieci słuchanie (obraz i słowo).

A teraz część druga, jeśli Moją Historię Kultury Popularnej macie za sobą.

Co czyni prawdziwego fana popkultury?

Odpowiedź jest niezwykle prosta. Zacznij coś oglądać/czytać/słuchać. Czerp z tego przyjemność. Rozmawiaj z ludźmi o tym co Cie interesuje lub nie rozmawiaj to Twoja sprawa. Jeżeli lubisz jakiś popularny film, serial, książkę i możesz o tym rozmawiać godzinami lub po prostu pogłębiać swoje zainteresowania. Gratulacje, jesteś fanem popkultury.

Nie ma czegoś takiego jak prawidłowy start w popkulturze. Na Teutatesa! To nie jest tak, że musisz nauczyć się zasad gry, a później grać. Możesz spokojnie dobiec do boiska i się nauczyć w trakcie. Chyba, że trafisz na dziecko, które krzyknie „Nowy!”, kopnie Cię i popchnie, mimo że należycie to jednej drużyny. Wtedy masz moje błogosławieństwo go kopnąć, bo zapomniał, że też był w tym kiedyś nowy. Nikt nie rodzi się z wiedzą o rzutach karnych i rożnych. Wybacz mi boiskową metaforę.

Miło by było gdybyś nie umniejszał cudzego zainteresowania. Nie każdy fan popkultury ogląda Doktora Who(oczywiście od Klasycznego), Star Treka, Gwiezdne Wojny(dobra w to nie wierzę, każdy widział przynajmniej jedną część), czy inne pozycje uważane za kanoniczne. W stopniu zainteresowania nie ma lepszych i gorszych fanów. Są ludzie, którym do szczęścia potrzebne jest wszystko związane z serią: gadżety, cosplay, wszystkie płyty DVD, kłótnia o to czy mam rację i dlaczego tak. Inni zaś potrzebują tylko kubka z herbatą i grupy wsparcia w internecie. Co, powtarzam, nie czyni nikogo gorszym. I nie ma czegoś takiego jak prawdziwy i fałszywy fan. Są ludzie, którzy np. oglądając serial nie muszą wiedzieć wszystkiego o obsadzie, twórcach. No i są też ci, którzy nie przetrwają bez wiedzy o wcześniej wymienionych rzeczach.

Podaje się, że fan pochodzi od słowa fanatic, zdecydowanie wolę fancy. Bo można coś po prostu lubić i nie zwariować.

 xo

Co nie znaczy, że nie zwariowałam. Po prostu staram się być ponad moje wariactwo.