Niezła historia, tylko wykonanie coś słabe.

Jestem w trakcie pisania dwóch prac i naszła mnie mała refleksja dotycząca moich ambicji i podejścia przy ich realizacji. W związku z tym czeka nas pasjonująca, subiektywna lista największych popkulturalnych niewypałów. (z zasady ominę wszystkie Zmierzchy, bo to byłoby nie fair wobec innych ciekawych tworów.) Lista jest bez jakiegoś szczególnego rankingu. Sądzę, że niewypałów w moim życiu będzie i jest tak dużo, że będzie kilka edycji tego zestawienia.

 Arrow (2012-)

Ileż ja broniłam tego serialu! Ale coś przy dziewiątym odcinku zaczęło się psuć, bo wtedy straciłam zainteresowanie. Niekończące się plot twisty w retrospekcjach. Oliver, który za bardzo naśladuje swojego kolegę z Justice League, tego od stroju Wielkiego Nietoperza. Irytująca rodzina Queenów. Ich interakcje są przewidywalne. Rodzina Lance’ów przynajmniej jest w miarę normalna. Chociaż dostałam zadyszki ze śmiechu na widok Alex KIngston. Panowie Marylin to kalka z każdego smutnego anime, gdzie ojciec bohatera jest strasznym lujem. A najważniejszy punkt programu sceny walki – wszystkie wyglądają jak slow motion i są trochę zbyt toporne, biorąc pod uwagę, że łucznicy raczej powinni być szybcy i zwinni w walce.

Mantra Olliego: My city. MY CITY. Nuuuda, panie. Jak się patrzy na cały serial, to jest trochę przykro. TAKA OBSADA (cholera, mają Barrowmana!), ambicje jak w Batmanach Nolana, Frankenstein i Mad Hatter z OUAT jako gościnne szwarccharaktery, silne postacie kobiece, sceneria Glades (taki Bronx Starling City) rusza emocje.

Incredible Hulk (2008)

Edward Norton jako Hulk. Jeśli to zdanie samo w sobie Cię nie boli to podziwiam. Film jest nudny. Do zawiązania akcji idziemy tak długo, że można zapamiętać dzienną rutynę Bannera. Edward gra, jakby mu się nie chciało. przez 3/4 filmu wygląda jakby miał się rozpłakać. Tak, casting do tego filmu to ta najgorsza rzecz. Jeśli widzieliście trailer to wystarczy za cały film. Serio, tam jest wszystko.

Ilegenes (2007-2010)  Tak, czytam mangi.

http://myanimelist.net/manga/10740/Ilegenes:_Kokuyou_no_Kiseki

Przeczytałam zapowiedź, popatrzyłam na komentarze. Klony, problem moralności, czarny rynek, ruch oporu, antyutopia. w dodatku rysunki są pierwsza klasa. Biorę! Wykonanie boli. Naprawdę sprawia mi mentalny ból patrzenie na Fona, jest bardzo marudną i męczącą postacią. Jego koledzy z Akademii służą tylko po to, by utwierdzić czytelnika w przekonaniu o genialności Fona. Zaś patrzenie na jego wrogów rozczarowuje jeszcze bardziej – większość fabuły stanowią SZKOLNE ANIMOZJE. Ekhm. A za sceną szkolną odbywa się nielegalna sprzedaż genetycznie modyfikowanymi istotami. I ten wątek jest zepchnięty na bok Widzicie problem? Widzicie niewykorzystany potencjał? Rozwiązanie tej niezwykle sztampowej fabuły jest rozczarowujące.  Nie powiem jak to się kończy. Może ktoś odważny się za to weźmie.  Ale ta seria ma sequel na który nie mogę patrzeć.

 Teen Wolf (2011-)

Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam ten serial, ale jego fenomen nie daje mi spokoju. Jak coś z tak tragicznym pierwszym sezonem (ostatnio powtórzyłam i porównałam) dostało pozwolenie na kontynuację. Raz z bratem ciotecznym mieliśmy ciężką chwilę zastanawiając, dlaczego w ogóle zaprzątamy sobie głowy tym serialem, przecież jest taki kiczowaty. Ale jak trzyma w napięciu. I tylko ładni ludzie przeżywają. To chyba dlatego. A czy wiedzieliście, że Johnny Cage z filmu Mortal Kombat to tata Stilesa?

Takie małe sceny, oderwane od fabuły, są właściwie esencją tego serialu. Poza tym, jeśli nie bawi Cię szaleństwo Trenera, to fakt, nic Cię przy tym serialu nie trzyma.

 Awkward (2011-)

Kolejny serial MTV. I kolejna refleksja nad tym jak coś jeszcze gorszego i przewidywalnego od Teen Wolfa dochowało się do trzeciego sezonu. To jest tak, pomysł jest naprawdę dobry, ale egzekucja przez dwa sezony (trzeciego jeszcze nie zaczęłam) jest bardzo umowna. Poza tym żarty są bardzo powtarzalne, bohaterowie irytujący (a to dorośli, a to licealiści) i naprawdę jest niezręcznie.

 Xbox One (2013)

W tym przypadku niezła historia to fakt, że Microsoft chce zapobiec piractwu, ale propozycja woła o pomstę do nieba. Nie żebym była wytrawnym graczem, ani znawcą tematu. Aczkolwiek z tego co wyczytałam to jedna z największych wpadek Microsoftu i wymogi jakie stawia się przed użytkownikami są w mojej opinii łamaniem podstawowego prawa do prywatności. I czy nie wydaje Wam się, że w Polsce wymagania tej konsoli po prostu złamią prawo, jeśli wejdzie na rynek. Ustawa o Prawach Autorskich i Prawach Pokrewnych, mówi że można korzystać z utworu na własny użytek bez jakiegoś limitu osobowego z ludźmi, z którymi wiążą użytkownika bliskie więzi. Z drugiej strony istnieje kontrola kodów, ale to odnosi się do oprogramowania i kopiowania. Nie ma to związku z pożyczaniem gier, które może firmom się nie opłaca, ale JEST LEGALNE, więc przymus haraczu opłaty na pożyczających gry jest strzałem w kolano. Ech…

 Community, sezon czwarty (2013)

Brak Dana Harmona dał się we znaki. Nie wykorzystano do końca całego potencjału grupy. Señor Chang był jeszcze bardziej nieznośny niż w poprzednim sezonie. Naprawdę podziwiam scenarzystów za taki dół z ta postacią. (to kompletne przeciwieństwo Trenera z TW). Jeff, mój kwiatek w życiu, przeszedł emocjonalną transformację. Jestem za rozwojem bohaterów, ale jeśli służy to dowcipowi w komedii. Prywatne życie Dziekana? Noooooł! Całe szczęście, że NBC poszło po rozum do głowy i wróciło po Harmona.

Transformers 3 Dark of the Moon (2011)

Cały film to taka refleksja, co ja właściwie oglądam. Za tym rodzi się kolejna, jakby wywalić wszystkich ludzi z tego filmu, to czy wpłynęłoby to na lepszą recepcję tego filmu. Ten film to właściwie przewodnik „Czego unikać tworząc Avengersów” z czego, jak widać skorzystał Wheadon. Ale na roboty zawsze miło popatrzeć.

Baby Daddy (2012-)

Pomysł jest naprawdę dobry. Tylko zamiast na relacji Emma-Ben i dorastaniu Emmy, twórcy skupili się na podbojach miłosnych Bena oraz jego krewnych i znajomych, a dziecko pełni rolę akcesorium. Wiem, że niemowlaki mogą być nudne, ale cholera skoro samotny „młody ojciec” to czy odcinki na powinny skupiać się na ojcowaniu troszkę bardziej?  I to jest lekkim niewypałem, bo pilot był naprawdę mocny to reszta jest przeciętna, a poczucie humoru twórcy mają przednie. Brata Bena gra jeden z konkurentów Chrisa Hemswortha do roli Thora. Jakby kogoś jeszcze zastanawiało, dlaczego to oglądam.

Reklamy

Let’s not be serious!

Czyli idę za Zwierzem, który idzie za Myszą. Prawie jak Incepcja, prawda?

Po  poprzednim wpisie zastanawiałam się co ja mogę napisać. Mam jeden plan, ale wymaga on ode mnie poświęcenia co najmniej czterech godzin na samo skompletowanie materiału, co przy okolicznościach sesyjnych i licencjatowych, zbyt mądre nie jest. Ale, gdy ten wpis się pojawi, mi wybaczycie, bo jest (w mojej wizji) przekomiczny.

 

1. Gdybyś mógł/mogła żyć w świecie z jakiegoś filmu, jaki film byś wybrał/wybrała?
Chciałabym żyć w odnowionym Star Treku, ale zapewne dostałabym czerwoną koszulką i byłabym tym z załogi co zawsze musi umrzeć.
Dlatego też, zostałabym pingwinem z serialu BBC South Pacific. Nie dość, że byłabym tak wdzięcznym stworzeniem, to jeszcze narratorem mojego życia zostałby Benedict Cumberbatch.
 
2. Wyobraź sobie, że Twoje życie to serial telewizyjny. Jaka piosenka leciałaby w napisach początkowych?
Nie mam nic do dodania.
 
3. Zamieść jeden obraz/grafikę/ilustrację, który Twoim zdaniem jest kwintesencją piękna.
 
Jeśli Greckim ideałem piękna była symetria, to moim jest sprężyste, mokre, mocno kakaowe ciasto. Ok, to nie miało tak zabrzmieć.
 
4. Gdybyś mógł wymazać z ludzkiej świadomości jedno popkulturalne dzieło, na jakie byś się zdecydował/zdecydowała?
Dobra, to będzie brutalne i można mnie za to znienawidzić, ale wymazałabym Mroczny Rycerz Powstaje. Dlaczego? Po pierwsze, fabuła była do bólu przewidywalna. Po drugie darzę serdeczną nienawiścią Bale’ową interpretację Gacka. Po trzecie, jeśli jedyne postaci, którymi się przejmuję to Lucius Fox i Alfred Pennyworth to znaczy, że fabuła ma pewne braki, Po czwarte, tajemnicza tożsamość Batmana nie była zbyt tajemnicza, a ludzie (poza kom. Gordonem) wpadali na to za szybko. W jednym z komiksów Vicky Vale LATAMI składała wszystkie informacje i udało jej się to przez zasłyszaną rozmowę Barbs i Graysona. A i powrót do gry, Boże jak ja wyłam ze śmiechu wtedy. No i Anne Hathaway pasuje mi raczej do Talii niż do Seliny. Czy mam wymieniać dalej?
I jeszcze ostatnim powodem jest fakt, że ta wiadomość wśród moich znajomych robi ze mnie pariasa. Nie chcę być pariasem.
A naprawdę ostatnim powodem jest fakt, że miałam w świadomości Holy Musical B@tman! i oni tam Bat Wayne’a zrobili lepiej.
 
5. Dowiadujesz się, że możesz zastąpić dowolne mitologiczne bóstwo w jego/jej obowiązkach. Jakie bóstwo wybierzesz? 
Żartowałam.
Zawsze lubiłam Atenę. Krążyłabym wśród moich znajomych i podwyższałabym im możliwości intelektualne, coby ich możliwości poznawcze były nieskończone. To samo robiłabym z inżynierami, mechanikami i tak dalej, aby w końcu obdarowali świat Gwiezdną Flotą. 
 
 
Jeśli chcecie dołączyć, zapraszam na blog Myszy. Nie sądziłam, że dojdę do tak osobliwych wniosków. 

Popkultura 101

 Pewna mądrość ludowa głosi, że najlepiej zaczynać od początku. Później przyszli dekonstrukcjoniści i post-strukturaliści i stwierdzili, że od czegokolwiek możemy zacząć. Od środka, od końca, by później wszystko ułożyło się samo lub nie. (Dekonstrukcję zaproponowali Francuzi – tego nie należy rozumieć, należy czuć.)

Po tak pobieżnym wstępie doszliśmy do prawdziwego pytania: Co czyni fana popkultury prawdziwym? I jeszcze kilka innych ciekawych wątków.

Popkultura, to jeśli jeszcze ktoś nie wie, kultura popularna. Na drabinie, którą podają nam w liceum na lekcjach wiedzy o kulturze umieszcza się ją między kulturą masową a wysoką. Co ciekawe, nie pamiętam, abym w ogóle w szkole omawiała to zjawisko. Mieliśmy tylko za pewne, że kultura wysoka to ta jedyna dobra, prawdziwa i wyznaczająca twoje miejsce w społeczeństwie. Zaś, masowa była ta złą, rakiem na barkach społeczeństwa. Więc, jak zdefiniować kulturę popularną. Niby jest pośrodku. Jednak nadal traktuje się ją jak kulturę masową. To znaczy, jak zło konieczne, jak nielubianego wujka na przyjęciu rodzinnym. Jest, ale nie rozmawiajmy, bo nie wypada i wywołamy jeszcze kłótnie. A jak wiadomo podczas kłótni dowiadujemy się najwięcej, więc lepiej siedzieć cicho.

Ano, nie. Kulturze wysokiej i masowej poświęca się masę publikacji. Na to jak wzajemnie się napędzają, jak wzajemnie się antagonizują, z czego wypływają. Zaś samo, nie tyle pochodzenie, a dyskurs naukowy wobec kultury popularnej ledwie istnieje. Przynajmniej w naszym kraju.

Jak ugryźć i zrozumieć kulturę popularną

O ile kultura masowa jest prosta do zdefiniowana, bo istnieje od zawsze. Nie jak nas w liceum próbują oszukać, że to wymysł XIX wieku. Po prostu w XIX wieku pojawili się pierwsi filozofowie kultury, którzy jako tako zdefiniowali to zjawisko. Więc kultura popularna to chronologicznie dość młode zjawisko. Początki datuje się na lata 30., 50. lub przełomu 60. i 70. XX wieku. Notabene za przykład kultury popularnej można też uznać na przykład „Trylogię” Sienkiewicza, gdyż była wydawana w gazecie (szerokie spektrum odbiorców), a (treść przemilczymy) majstersztyk Sienkiewicza w operowaniu słowem i językiem ma wysoką wartość artystyczną, jak i historyczną. Chociażby użyte w reklamie Dosi „Ociec, prać?”, jak i moje ulubione „Bar wzięty” z Księżyca się nie wzięło. W ogóle ciekawa historia z tym Barem, bo po wydaniu ostatniego rozdziału pierwszego tomu „Ogniem i Mieczem” jeden z ówczesnych dziennikarzy (jak dorwę opracowanie to dopiszę nazwisko) spotkał na ulicy zapłakaną starszą kobietę, więc jegomość spytał się „Dlaczego pani płacze?”, na to ze szlochem mu odpowiedziała: „Bo Bar wzięty!” A my dziś dziwnie patrzymy na ludzi wpadających w histerię, bo ich ulubiony bohater umarł. To znaczy ja nie patrzę, bo jestem po tej stronie, która wpada w histerię, więc patrzę się tylko ze zrozumieniem i klepię po ramieniu.

Wróćmy jednak do lat kultury popularnej: lata trzydzieste to czas międzywojnia, prohibicji w USA, w Polsce czas budowania państwa i dorastanie pierwszych od 123 lat (!) dzieci urodzonych w państwie Polskim. Stąd chęć zerwania z tradycją i z ciążącym na rodzicach śladem po zniewoleniu. Jest to też czas, gdy docierają nowinki o dadaistach, futurystach, surrealizm. Warszawscy Skamandryci rozrzucają ulotki z manifestami. Sztuka ma być zdemokratyzowana. Czyli już wchodzimy na teren popkultury. Sztuka ma mieć jakiś estetyzm, ale ma być egalitarna, nie elitarna. I pierwszy zgrzyt: jak to? Poezja ma być wysoka! Pospólstwo nie rozumie poezji! Patetyzm! Polska Odrodzona! I najważniejsze: ARTYSTA NIE MOŻE ZARABIAĆ NA SWOJEJ SZTUCE, BO JEŚLI TO ROBI TO SIĘ SPRZEDAŁ I JUŻ NIE JEST ARTYSTĄ. Czy to nie brzmi znajomo? Nie, no serio, to brzmi znajomo. A jak z lekcji polskiego NIE WIEMY (dopiero studia odkrywają przed człowiekiem takie smaczki) to te poglądy miał dziś znany i lubiany Julian Tuwim, Jarosław Iwaszkiewicz, znane nazwiska prawda? Nie wiemy też, że panowie studenci mieli poważne problemy ze strony krytyki literackiej oraz swojej Alma Mater przez „Wiosnę” Tuwima. Że nie wypada. Ojej, co studenci sobą reprezentują. Że kto w poezji używa takiego języka. (ktoś zmarłby na zawał widząc chociażby wiersze Świetlickiego czy Zadury). Tak więc, Skamandryci radośnie sobie tworzyli aż do roku ’39.

Rozwijało się w tym czasie kino, muzyka – pierwsza diva polskiej sceny Hanka Ordonówna. Tak pokrótce, później przyszła wojna i nie było czasu na rozrywkę. Kina były kojarzone ze zdrajcami. Nic, dosłownie nic, przynajmniej w Europie, nie pomagało kulturze popularnej. Inaczej było w USA, pojawiły się komiksy. W trakcie wojny Superman spuszczał manto Hitlerowi

W trakcie wojny (lata 40.) pojawił się Kapitan Ameryka, który też z walczył z Trzecią Rzeszą, a konkretniej z odłamem Thule. Tu właściwie można by skończyć, ale podałam trzy daty, więc coś jest na rzeczy z granicami popkultury. (Tak samo jest z epokami, zawsze mamy umowne daty).

Lata pięćdziesiąte do końca lat osiemdziesiątych przyniosły światu powojenne żniwo. Świat podzielił się na demokratyczny i komunistyczny. Dwa zupełnie różne światy, których piętno widzimy do dziś. Czerwony sztandar chciał zmieść ten w paski i gwiazdy i odwrotnie. Więc pojawiły się dwie nawzajem zwalczające się frakcje. Kino USA, komiksy i tym podobne wołały: jak zobaczysz Sowieckiego szpiega, daj znać CIA, Guantanamo lub wyrok śmierci gwarantowane! Druga strona zaś krzyczała: Zachód to zło! Amerykański oprawca sabotuje społeczeństwo Obywateli Towarzyszy i Towarzyszek! Jako, że Polska ma to szczęście być Chrystusem Narodów, murem pomiędzy X a Y, możecie zobaczyć w jakiej schizofrenicznej sytuacji się znajdowaliśmy. Z jednej strony komunizm z drugiej kapitalizm, a my w tym czasie mamy adaptacje Sienkiewicza i czujemy ducha Polski Szlacheckiej. Mamy też genialnych Samych Swoich, więc chciałoby się do Stanów.(oczywiście pomijam polityczne zawiłości, patrzę na to tylko przez pryzmat kina). Mieliśmy też nieco pomijany, ale jak ważny Popiół i Diament, gdzie Maciek i Ta Barmanka Której Imienia Nie Pamiętam tańczą wśród ruin Łodzi. W tym obrazie też pojawił się dygnitarz, którego syn walczył z nową władzą, świat się kończył i zaczynał, a towarzystwo tańczyło w zrujnowanym mieście. Obraz straszny i smutny, ale znakomicie pokazywał podstawowy problem Centralnej Europy, jak żyć, jak się odnaleźć, co zrobić z powagą miejsca, które zostało zrujnowane. Ludzie, którzy mogliby odbudować kulturę emigrują do Ameryki. Z drugiej strony, Partia robi naprawdę wiele, aby artyści tworzyli w służbie narodu. I jest trochę dziwnie, bo artysta myśli za siebie i tworzy, ale mamy cenzurę. Kultura popularna się rozwija, szlagiery nucimy do dziś, czytamy komiksy, oglądamy streszczenia lektur filmy. Jednak jeśli popatrzymy na daty, to ta kultura popularna, którą znamy, lubimy i doceniamy powstaje ze zlepku wydarzeń do lat 70.

Tu będziemy patrzeć głównie z perspektywy Zachodu. Rok ’61 to te rok, gdy Eisenhower opuszcza stołek prezydencki na rzecz JFK. W trakcie wojen indochińskich, dodajmy. Zmiana sternika podczas konfliktu mocarstw zawsze wróży zmianę. No i stało się, Kennedy powołał pobór do wojska tysiące młodych chłopców do walki w Wietnamie. No i stało się raz jeszcze, po wojnie koreańskiej młodzi powiedzieli: dość. Nie chcieli walczyć za wpływy polityczne swojego kraju. Chcieli pokoju, nie kolejnej wojny. Chcieli pokojowego rozwiązywania konfliktu, a najlepiej jego braku. Innymi słowy rozpoczęła się rewolucja dzieci kwiatów. Z tym w San Francisco stało się stolica pokoju. W międzyczasie w roku 1963 w Baltimore pewien Jacques Derrida przedstawił dekonstrukcję i dokonała się rewolucja w postrzeganiu rzeczywistości i humanistyki. Wraz z hipisami walczyły feministki, walczyli wszyscy o swoje prawa. (W Polsce hipisów kojarzymy z rozpuszczonymi bachorami, co to się nie znają na świecie.) W tym wszystkim trzeba było jakoś przekazać swoje myśli i poglądy. Tu pojawiły się komiksy. Dodajmy, że w tym czasie, aby wydać komiks należało stosować się do zasad Kodeksu Komiksu z 1954, a że buntownicy mieli w nosie głaskanie Ameryki i cenzor by tego nie przepuścił, powstawały komiksy undergroundowe. Tak też przedstawiano tam Amerykę w karykaturze, walczono z rasizmem, hipokryzją władzy. Ale obok rewolucjonistów byli hipisi. NO WŁAŚNIE. I to im zawdzięczamy to co obserwujemy dziś. Nie mówię o internecie to było dekadę później. Ale o muzyce, modzie, dostosowaniu mediów, uznania młodzieży za klienta. Jak to pewien milczący kabaret zawodził „Nasz klient, nasz pan.” No i w ten piękny sposób kultura popularna rosła sobie w siłę. Szła przez różne dziwne fazy. Mało kto rozmawia o modzie lat 80. Jednak co było przez te wszystkie czasy najważniejsze i pozostało?

Śmieszna sprawa, ale – tu napiszę krótko o tej śmiesznej sprawie, bo z tego można mieć nowy wpis – dzięki hipisom mamy utrwalony kulturowo kult jednostki z jednoczesnym kultem bycia zaakceptowanym przez społeczeństwo. Innymi słowy wymaga się od nas bycie oryginalnym, ale każdy ma być oryginalny. Genialne, prawda? Zapytacie dlaczego twierdzę, że to śmieszna sprawa. Popatrzcie na swojego kolegę hipstera, biedaczek robi wszystko, by być jak kolorowy ptak na tle szaraczków, tylko zapomniał, że inni ludzie robią dokładnie to samo tylko na swój indywidualny sposób.

Niniejszym moja teza jest następująca: pojawienie się komiksu jako medium możemy uznać za początek kultury popularnej. Bo komiks jest kwintesencją artysty popularnego: tworzy sztukę dla szerokiego odbiorcy, tworzenie to jego praca, sztuka nie wymaga głębokiej interpretacji, chociaż można to robić; no i najważniejsze: połączył dwa zmysły odbierania: czytanie i patrzenie, u małych dzieci słuchanie (obraz i słowo).

A teraz część druga, jeśli Moją Historię Kultury Popularnej macie za sobą.

Co czyni prawdziwego fana popkultury?

Odpowiedź jest niezwykle prosta. Zacznij coś oglądać/czytać/słuchać. Czerp z tego przyjemność. Rozmawiaj z ludźmi o tym co Cie interesuje lub nie rozmawiaj to Twoja sprawa. Jeżeli lubisz jakiś popularny film, serial, książkę i możesz o tym rozmawiać godzinami lub po prostu pogłębiać swoje zainteresowania. Gratulacje, jesteś fanem popkultury.

Nie ma czegoś takiego jak prawidłowy start w popkulturze. Na Teutatesa! To nie jest tak, że musisz nauczyć się zasad gry, a później grać. Możesz spokojnie dobiec do boiska i się nauczyć w trakcie. Chyba, że trafisz na dziecko, które krzyknie „Nowy!”, kopnie Cię i popchnie, mimo że należycie to jednej drużyny. Wtedy masz moje błogosławieństwo go kopnąć, bo zapomniał, że też był w tym kiedyś nowy. Nikt nie rodzi się z wiedzą o rzutach karnych i rożnych. Wybacz mi boiskową metaforę.

Miło by było gdybyś nie umniejszał cudzego zainteresowania. Nie każdy fan popkultury ogląda Doktora Who(oczywiście od Klasycznego), Star Treka, Gwiezdne Wojny(dobra w to nie wierzę, każdy widział przynajmniej jedną część), czy inne pozycje uważane za kanoniczne. W stopniu zainteresowania nie ma lepszych i gorszych fanów. Są ludzie, którym do szczęścia potrzebne jest wszystko związane z serią: gadżety, cosplay, wszystkie płyty DVD, kłótnia o to czy mam rację i dlaczego tak. Inni zaś potrzebują tylko kubka z herbatą i grupy wsparcia w internecie. Co, powtarzam, nie czyni nikogo gorszym. I nie ma czegoś takiego jak prawdziwy i fałszywy fan. Są ludzie, którzy np. oglądając serial nie muszą wiedzieć wszystkiego o obsadzie, twórcach. No i są też ci, którzy nie przetrwają bez wiedzy o wcześniej wymienionych rzeczach.

Podaje się, że fan pochodzi od słowa fanatic, zdecydowanie wolę fancy. Bo można coś po prostu lubić i nie zwariować.

 xo

Co nie znaczy, że nie zwariowałam. Po prostu staram się być ponad moje wariactwo.